Chyba nie jest tajemnicą dla nas, że w Azji można znaleźć przekąski dość nietypowe dla naszej części świata. Jeśli ktoś interesuje się Koreą, to pewnie natrafił na informacje o potrawach z nadal dość egzotycznych dla nas owoców morza, ukochanych przez wielu Koreańczyków (i nie tylko) ostrych kurzych nóżkach, pyszniutkich podrobach na patyku, które można sobie kupić na ulicznym stoisku. Siedząc w temacie Korei już kilka lat, byłam gotowa na spotkanie z nietypowym dla mnie jedzeniem i byłam pewna, że nic mnie nie zaskoczy. Myliłam się i w trakcie moich wielu "wycieczek" do marketów i pjonjedziomów, jak nazywam otwarte 24/7 małe sklepiki podobne do naszej Żabki, natrafiłam na kilka... interesujących przysmaków. Niektórych z Was też mogą zdziwić, a inni może już gdzieś o nich słyszeli. Oto moje TOP 5:
| Źródło |
1. 인기가요 샌드위치 - Sandwich Inkigayo
Zaczynam od najmniej szokującej dla mnie przekąski, ponieważ o niej słyszałam już wcześniej, ale nadal nie mogę się temu "wynalazkowi" nadziwić. Jest to kanapka inspirowana sławnym sandwichem z siedziby muzycznego programu Inkigayo, która zyskała sobie sławę tym, iż wielu idoli, występujących w owym programie, bardzo go sobie wychwala. Ponoć też odgrywa dużą w rolę w ich życiu miłosnym, ponieważ tak członkowie i członkinie różnych grup przekazują sobie swoje numery telefonów. Obecnie kanapki, wzorowane tym oryginałem ze stacji telewizyjnej, można znaleźć w każdym z 3 największych pjonjedziomów, czyli 7-Eleven, CU i GS24. Co jeszcze czyni go tak interesującym? Skład, w który wchodzą m.in. jajka, sałatka z kapusty oraz... dżem truskawkowy. Jeszcze ciekawsze jest to, że rozmawiałam z Koreanką o owych kanapkach i próbując zrozumieć "DLACZEGO? O ZGROZO, DLACZEGO?", usłyszałam w odpowiedzi "To wy takich kanapek w Europie nie jecie?". Podsumowując, obie byłyśmy w szoku. Niestety (lub stety), nie spróbowałam owego przysmaku. Nie chodziło nawet o połączenie dżemu i jajek, ale on moją pierwszą i ostatnią przygodę z kanapkami koreańskimi, gdy kupiłam sandwich z sałatką jajeczną, a dostałam słodką mieszaninę tony cebuli i majonezu ze szczyptą jajek i ledwo wyczuwalnym chlebem tostowym... Może następnym razem się przemogę!
2. Lody pomidorowe
| Źródło |
Tak, pomidor zalicza się do owoców i dobrze to pamiętam, ALE... Powiedziałabym, że najbliżej tego konceptu jesteśmy, gdy pijemy sok pomidorowy, choć wydaje mi się, iż jest spora grupa, która tego też nie potrafi do końca zrozumieć. W Korei biorą pomidora i idą o kilka kroków dalej. Normalnym jest, że w gotowej sałatce owocowej znajdą się pomidory, a na talerzu z pysznym ciastem brownie będzie leżeć kawałek banana, wiśnia i... pomidor, oczywiście. Też się do tego dość szybko przyzwyczaiłam podczas pobytu w Korei. Wielki neon z napisem WTF pojawił się nad moją głową dopiero, gdy buszując w wielkich zamrażarkach z lodami, gdzie było wiele smaków melonowych, arbuzowych, brzoskwiniowych, natrafiłam nagle na lody pomidorowe. Koleżanka, która akurat je przeoczyła i nie została pobłogosławiona tym widokiem, nie mogła mi potem od razu uwierzyć, gdy opowiedziałam jej o tym interesującym znalezisku.
3. Czipsy
| Źródło |
Co może być interesującego w zwykłych czipsach ziemniaczanych? Okazuje się, że w Korei i one mogą zaskoczyć. Nie mogłam narzekać na wybór przekąsek typu czipsy czy chrupki w Korei. Jest ich dużo i są bardzo zróżnicowane. Wiele wpadało w mój gust, ponieważ wybierałam jakieś smaki ostrej papryki lub sosów, które mogą zasmakować każdemu fanowi np. sosu BBQ, ale brakowało mi takich bardzo typowych Lay's-owych czipsów jak w Polsce. Smaków Lay's widziałam może trzy, a Pringles też nie grzeszyły ciekawym wyborem i dobrą ceną (dopiero po jakimś czasie udało mi się upolować tańsze). Bardzo mając ochotę na coś, co by przypominało typowe ziemniaczane czipsy z Polski, zdecydowałam się na czipsy koreańskie o smaku cebulki. BO CO MOŻE PÓJŚĆ NIE TAK?! Powinnam była wiedzieć, że miłość Korei do słodkiego nie ominie czipsów, szczególnie że widziałam sławne Honey Butter Chips, w tej samej alejce leżały też malinowy lub czekoladowy popcorn i czipsy ze słodkich ziemniaczków. Lubię cebulę, lubię ziemniaki, lubię słodkie, ale to kombo jest dla mnie wielkim NIE, a jego posmak ciągnął się za mną przez bity tydzień. Strzeżcie się, powiadam Wam!
Suszonej kałamarnicy miałam okazję spróbować już kilka lat temu, gdy pewna dobra dusza przywiozła ją do Polski i częstowała nią znajomych. Rozumiem, że ktoś może lubić, ale mnie po prostu smakowały jak kora drzewa. Myślałam, że na tym skończy się moja przygoda z nimi i wiedziałam, że w Korei pewnie je spotkam, bo różne suszone stworzenia morskie są przysmakiem niektórych osób. Nie byłam jednak gotowa na TO spotkanie, które było pierwszym upewniającym mnie, że Korea nadal ma w rękawie asy, którymi może mnie zaskoczyć. 0:1 dla Korei, yay..... I nie było to tak, że patrząc na wieszaki w sklepie, nagle rzuciło mi się w oczy opakowanie. Oj, nie... Pierwszy raz zauważyłam je w kuble służącym za kosz na śmieci na terenie mojego kampusu i było ono puste. Ktoś to wszamał całe... Mój mózg wybuchnął.
5. Pizza z kubka
| Źródło |
Ja wiem, że na świecie są kraje, gdzie wsadza się przeróżne dania do słoików, do puszek itd. Jestem też totalnie świadoma, że w Polsce mamy, oprócz od lat znanych zupek, kisieli i kaszek, które można zrobić w kubku, również ciasta. Wiedziałam też bardzo dobrze, że w Korei można dostać ramen oraz niektóre inne dania kuchni koreańskiej jak tteokboki w tekturowych lub plastikowych kubkach i miskach. Przecież uczyłam się tyle lat, napisałam licencjat na filo koreańskiej... Głupi żart, heh. W każdym razie, to był jeden w moich ostatnich tygodni w Korei, gdy robiłyśmy z koleżanką zakupy w markecie, a ona nagle zwróciła moją uwagę na pizzę w kubku, która sobie stała w lodówce... Ja znów doznałam szoku, a moja mama, której usłużnie wysłałam wiadomość o tym odkryciu "Ameryki" i zdjęcia, odpowiedziała, żebym za żadne skarby nie próbowała tego jeść. Nie musiała mnie przekonywać. Ale gdyby ktoś chciał spróbować, to usłużnie powiem, że może znaleźć coś dla siebie, ponieważ można ją zakupić w wielu smakach np. potrójna szynka, pikantny kurczak lub bulgogi, czyli marynowanej wołowinki. Smacznego!
Co sądzicie o owych przysmakach? Który najbardziej Was zaskoczył? Co byście chętnie spróbowali, a co ominęli szerokim łukiem? Dajcie znać^^

Komentarze
Prześlij komentarz